2 dni później..
Wtedy po tej rozmowie Damian unikał mnie jak ognia, stwierdził, że to ja celowo niszczę sobie życie, odpycham od siebie innych, a potem mam problem ze nikogo nie mam. Ta kłótnia miedzy nami, była pierwsza poważną awanturą.
- Chyba sobie kpisz, że gdziekolwiek pójdę! - krzyknęłam i zgasiłam papierosa.
- A to niby czemu?
- Bo psycholog jest dla psychicznych.
- A Ty niby jaka jesteś? - spoliczkowałam go.
- Więc takie masz o mnie zdanie. - pokiwałam głową.
- Nie żałuję, że to powiedziałem. - dotknął policzka, które wyglądało jak by było poparzone. - To co robisz nazywa się autodestrukcja. Ranisz siebie, a przez to bliskie Ci osoby, jesteś egoistką. - zatkało mnie, a on na mnie patrzył.
- Ja? Ja jestem egoistką? Zastanów się nad znaczeniem tego słowa, a potem go dopiero go używaj. Nigdy nie dbam o własną dupę, bo szczęście innych jest dla mnie ponad wszystko... - łzy leciały mi po policzkach - Nic więcej nie powiem bo to nie ma sensu. Moja sprawa, moje życie... - wyminęłam go.
- Dobrze zapamiętam. - na tym się skończyło. W szkole mnie ignorował, a ja jego Nie miałam zamiaru go przepraszać, bo niby za co? On mnie obrażał, spowodował że wybuchłam, on sprowokował mnie do spoliczkowania. Dlaczego wtrąca się w moje życie? Nawet jeśli się samo-okaleczam, to co to go obchodzi? Byłam zła na siebie, ze tak dałam się ponieść emocjom, ale tak naprawdę nie wytrzymałam. Bardzo źle się z tym czułam i tęskniłam za nim, chodziłam jak struta, podburzona i łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, do tego te nocne ataki nasilały się już nawet w dzień...
---
- Ola słuchasz mnie? - trąciła mnie Izka, oparłam rękę na policzku i próbowałam nie myśleć, nie lubiłam mieć niezałatwionych spraw, bo ciągle o tym myślałam i na niczym nie mogłam się skupić. Z 1 strony próbowałam mieć wyjebane, ale jak na najlepszego przyjaciela? - Olka! - krzyknęła, a ja wybuchłam.
- Nie, nie słucham. Przepraszam, ale nie daję rady... za dużo tego. - i muzyka, która przed chwilą leciała i była słyszalna, nagle w 1 chwili ucichła. A ja..oczyściłam się na przemian z płaczem. - Tęsknię cholernie za Damianem, Ostro się pokłóciliśmy, spoliczkowałam go. - poczułam jak ktoś w 1 chwili mnie do siebie przyciąga i przytula. - I babcia, która jeszcze nie dawno przy mnie była odeszła. Tnę się, jest mi lepiej, płacze choć to mi nie pomaga.
- Uspokój się i opowiedz mi wszystko po kolei. - i słuchała mi, nawet nie śmiała mi przerwać, było mi lżej, choć nadal czułam się okropnie, przez moment nawet na chwile mnie nie puściła.
- Wiesz co ja myślę? - i teraz na mnie spojrzała - Jesteś dla mnie bardzo ważna, on kocha Cię jak własną siostrę, martwi się o Ciebie i dlatego chciał wysłać Cię do psychologa, chce Ci pomóc. W tym momencie jesteś egoistką, bo nie myślisz o tym co było gdyby Cię nam zabrakło, a te wszystkie inne, niemiłe słowa powiedział pod wpływem nerwów, nie jesteś nim i nie wiesz co czuje, ale na pewno tak o Tobie nie myśli. Ja już wcześniej, że z Tobą dzieje się coś nie tak, ale bałam się zareagować, w przeciwieństwie do mnie Damian nie zachował się jak tchórz. Zamykasz się w sobie a nie powinnaś, od tego masz nas przyjaciół. Psycholog to nie ktoś dla psychicznych, tylko dla takich ludzi z problemami jak Ty, to żaden wstyd za jakiś czas co raz więcej ludzi będzie chodziło do poradni, bo nie da sobie rady z problemami. Ludzie nie są tacy jak kiedyś, są co raz gorsi, boją się życia, ukrywają to i tworzą maski . Jeśli nie poszukasz pomocy nie dasz sobie rady, te ataki o których wspominałaś to nie jesienna aura, moim zdaniem popadasz w depresję, jesteś silna...musisz pogadać z Damianem, wytłumaczyć mu wszystko a co dalej to Ty już wiesz. Twoja babcia odeszła, nie cofniesz tego, ale nie możesz się też tak bardzo przejmować to nie zdrowe, to wpędza Cię w amok. - chłonęłam jej każde słowo, wiem iż miała racje, wstałam i mocno ją przytuliłam, wiedziałam co mam zrobić, jej słowa mi wszystko uświadomiły...
----
Wokoło drzewa, powiewa wiatr.. a środkiem ulicy idę ja, patrząca w
niebo, słuchająca dochodzącej z kieszeni muzyki , mam gdzieś resztę
świata, doceniam chwilę, trwającą wartość
sentymentalno-znaczeniowo-wspomnieniową. Tworzę neologizmy, porzucam
stereotypy...nie patrzę za siebie, bo po co drapać stare rany? Otwierać
wór wspomnień? idę nauczona o krok dalej, naradzam się inna..
silniejsza, mądrzejsza, optymistyczniejsza.. ambitniejsza. Z carpe diem
ale i memento mori, słucham swojej życiowej muzyki, czasami innej też
ale podchodzę do niej luźniej, nie angażuję się, nie przejmuje.
Wartości nad wartościami znam, mocne i słabe.. o to dbam i drzwi uchylam
nieufnie, ale tip topem. Nieustannie prowadzę domową wojnę w sobie, ma
być tak i basta, pesymizm odsuwam zabijając go czymś weselszym,
cieplejszym. Nie duszę się, oddycham równo, nie sapie, dotykam siebie
emocjonalnie, prosto na zwór prostoty, pletę słowa..Tworzę to co masz w
głowie.. powoduję refleksję, i nie martwię się o tempo i resztę, to co
moje..to Twoje. Ale Ty wnioskujesz na swój sposób, nie chcę suchych
myśli.. wolę trzeźwe realia, kocham ból a nienawidzę monotonii, nie
wprowadzam zmian.. jeśli już takowe mają być to nie jakieś duże, ale
pozwalające się ułożyć. Taka dygresja, ale serio tak jest i tak już mam, wyciszam się w ten sposób ... gdy wracałam od Izy, w głowie układałam scenariusz rozmowy z Damianem, bałam się że mi nie wybaczy, ale wg Izy ( Joe, tak na nią gadamy ze względu na obsesję na punkcie 1 z braci Jonasów) - mojego prywatnego terapeuty, mam wyrzucić do kosza cały pesymizm i zastąpić go optymizmem. Do głowy wpadło mi masę wspomnień, a jedno z nich odtworzono..


____
Starczy?
Oficjalnie ogłaszam zatem wszem i wszędzie, ze wróciłam.. idę zabierać się za czytanie Waszych blogów ;) Przepraszam za moją nieobecność.
Tydzień jednak nie był ciężki tak jak myślałam, ten najbliższy to będzie totalna masakra.
A co u Was? Jak się Wam podoba rozdział?
A to kolorek włosów, nie wiem czy coś zobaczycie ale farba nazywała się: 'porzeczkowa czerwień',
gadają na mnie RUDA!
 |
" Są w życiu takie momenty, których nie zapomnimy do końca życia nawet jeśli były związane z osobami, których już nienawidzimy. " |